ul. Lekarska 1, Wrocław

Adres Szpitala

(71) 387 66 00

Rejestracja

Pon. - Pt.: 7:00 - 20:00

Godziny otwarcia

Bohater własnego losu, czyli o tym jak Pacjent Vratislavia Medica wygrał walkę o sprawność fizyczną

Wystarczyła chwila nieuwagi, jeden nieostrożny ruch, aby jego życie zmieniło się nie do poznania. Przenieśmy się na chwile do dwutysięcznego dwudziestego roku, jest zwyczajny kwietniowy dzień, kiedy Pan Tomasz postanowił zawiesić na swojej posesji tabliczkę z numerem domu i nazwą ulicy. Jak się okazało, wejście po drabinie na wysokość półtora metra kończy się dla niego tragicznie. Chwilowa utrata równowagi i niefortunny upadek wystarczyły, aby doszło do urazu głowy z krwotokiem wewnątrzczaszkowym i całkowitej utraty świadomości. Od tamtej pory Pan Tomasz stał się osobą niesprawną fizycznie i umysłowo. Co się działo z nim zanim do nas przyjechał? Co sprawiło, że po dwóch miesiącach leczenia w szpitalu ortopedyczno-rehabilitacyjnym Vratislavia Medica osiągnął tak wielki sukces i jest w stanie samodzielnie się poruszać oraz świadomie opowiadać o tym, co go spotkało?

Wierzymy, że postawa Pana Tomasza może stać się wzorem do naśladowania dla wszystkich tych, którzy zmagają się z trudnościami w procesie rehabilitacji po ciężkich urazach i wypadkach. Postanowiliśmy przeprowadzić wywiad z Panem Tomaszem, aby dokładniej przedstawić jego historię.

Dzień dobry Panie Tomaszu, jak Pan się czuje? Proszę opowiedzieć kiedy odzyskał Pan świadomość po wypadku?

Dzień dobry. Czuję się dobrze, dziękuję. Całkowitą świadomość odzyskałem po upływie około pięciu miesięcy od wypadku, czyli we wrześniu. Także spora część mojego życia potoczyła się całkowicie „beze mnie”. Od swoich najbliższych wiem, że zachowywałem się inaczej, nie przypominałem siebie. Niestety ja tego nie pamiętam, jakby wycięto mi te chwile z pamięci. Wszystkie informacje z tamtego okresu pochodzą z opowieści moich bliskich.

Jak wyglądały początki Pana powrotu do zdrowia?

Próby odzyskania sprawności fizycznej i psychicznej rozpoczęły się niemal od razu po wypadku. Najpierw trafiłem do szpitala w Wielkopolsce, gdzie dodatkowo jeszcze przeszedłem COVID-19 (tak, jakby innych problemów było mało…). Następnie znalazłem się we wrocławskim szpitalu Vratislavia Medica, było to dokładnie dwa miesiące temu. Przyjeżdżając tu nie byłem sprawny fizycznie, nie chodziłem, jedynie leżałem. Żona była ze mną cały czas, pomagała mi się zaaklimatyzować. Nawet Święta Bożego Narodzenia spędziła ze mną na szpitalnej sali, abym nie czuł się w tych dniach samotny.

Jak znalazł się Pan we wrocławskim szpitalu rehabilitacyjno-ortopedycznym Vratislavia Medica?

Moja córka dowiedziała się o szpitalu Vratislavia Medica i to ona skierowała mnie w to miejsce, było to dokładnie dwa miesiące temu. Przywieźli mnie tu leżącego, a dziś wychodzę stąd już o własnych nogach – z czego się bardzo cieszę.

Jak Pan myśli co sprawiło, że Pana sprawność fizyczna i umysłowa zaczęła ulegać znacznej poprawie?

Myślę, że to zasługa wszystkich zabiegów. Podczas pobytu miałem zleconych bardzo dużo ćwiczeń i terapii indywidualnej z fizjoterapeutą Panią mgr Katarzyną Bokwą. Pani Kasia wykonywała u mnie terapię manualną oraz ćwiczenia wzmacniające mięśnie. Gdy udało się mnie spionizować, zostały wprowadzone ćwiczenia na specjalnych platformach na których uczyłem się równowagi, było to całkiem przyjemne, ponieważ odbywało się w formie gry wyświetlanej na monitorze. Pani Kasia uczyła mnie również samodzielnie przemieszczać się. Dodatkowo miałem także wykonywane zabiegi fizykalne takie jak lasery i magnetoterapia. Oprócz fizjoterapii zapewnione miałem spotkania z psychologiem i pedagogiem, które pomogły mi dojść do pełnej świadomości umysłowej, a przy okazji wypełniły samotne chwile w szpitalnej sali. Moim prowadzącym był lek. Jerzy Górecki, który doskonale skonstruował program mojego powrotu do zdrowia. Jak widać, warto było nie poddawać się, brać udział w zajęciach i mocno się starać.

Panie Tomaszu, co robił Pan przed wypadkiem, czym się Pan zajmował?

Wypadek spowodował, że straciłem coś, co budowałem latami. Jestem złotnikiem i od kilkunastu lat prowadziłem swój zakład, ta praca od zawsze była moją pasją. Niestety ten jeden dzień, ta jedna chwila – zmieniły wszystko. Ale spokojnie, ja już zastanawiam się czym mógłbym się teraz zająć. Przecież nie będę leżeć i oglądać telewizję (śmiech). Z wykształcenia jestem inżynierem elektrykiem po Politechnice Wrocławskiej. Myślę, że żona pomoże mi coś wymyślić.

Co było Pana motywacją do trwania w tej najtrudniejszej walce, czyli walce o własne życie i zdrowie?

Moją motywacją była wielka „chęć”, tak bardzo chciałem po prostu być sprawnym człowiekiem, szybko powrócić do zdrowia, a nie już na stałe tkwić w łóżku i nic nie robić (uśmiech). Motywowało mnie również wielkie wsparcie żony i córki, to właśnie one pokierowały moim zdrowiem – za co jestem im bardzo wdzięczny.

Bardzo dziękujemy za rozmowę. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem siły, która od Pana bije. Mamy pewność, że stanie się Pan dużym wzorem do naśladowania dla osób, które są dopiero na początku tej drogi. Dziś szczęśliwy dzień, wraca Pan do domu. Dlatego z tej okazji życzymy Panu dużo zdrowia, siły i nieustającej pogody ducha.

Bardzo dziękuję. Dziękuję za rozmowę i miłe towarzystwo.

Skonsultowaliśmy się także z lekarzem prowadzącym – lek. Jerzym Góreckim, dyrektorem ds. lecznictwa Vratislavia Medica, lekarzem specjalistą rehabilitacji medycznej, który opowiedział nam o stanie zdrowia Pana Tomasza oraz o jego procesie leczenia: Pan Tomasz trafił na nasz oddział po ciężkich przejściach. Najpierw uraz, później COVID z powikłaniami. Na skutek długotrwałego leżenia doszło do skostnień pozaszkieletowych i przykurczów w stawach biodrowych, co praktycznie uniemożliwiało przyjmowanie pozycji siedzącej – nie z braku siły, tylko z powodu deficytów ruchomości stawów. Na szczęście jego stan psychiczny w okresie długiego leczenia uległ poprawie na tyle, że był wstanie podjąć współpracę z terapeutami. Był też zmotywowany do podjęcia tego wysiłku.

Od samego początku widzieliśmy, że Pacjent będzie wymagał bardzo indywidualnego podejścia. Wielokrotnie spotkaliśmy się z terapeutami i zastanawialiśmy się jak zmodyfikować terapię, aby była ona jak najbardziej efektywna, a przy tym jak najmniej bolesna. Ostateczny, dobry efekt zawdzięczamy intensywnej pracy fizjoterapeutów, psychologa, a także olbrzymiej determinacji Pacjenta. Nie bez znaczenia też było olbrzymie wsparcie psychiczne, jakie chory otrzymywał od rodziny. Na początku żona towarzyszyła mu na oddziale, w późniejszym okresie była z nim w ciągłym kontakcie telefonicznym.

Program leczenia usprawniającego oparliśmy na indywidualnej kinezyterapii z wykorzystaniem zarówno metod neurofizjologicznych jak i terapii powięziowych. Jako metody wspomagające wykorzystaliśmy to, co najlepsze i najnowocześniejsze w naszej szerokiej gamie zabiegów fizykalnych, czyli głęboką oscylację i super indukcyjną stymulację (SIS).

Jednocześnie prowadziliśmy terapię zajęciową oraz terapię psychologiczną.